Podziel się tym wpisem
Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp
Share on email
Share on print

Randkowanie w praktyce – nasza historia. Cz. II

Na zdjęciu trzymamy z Mariuszem małą latarenkę. Nie przez przypadek! Naszemu małżeństwu przyświeca światło Słowa Bożego. A przed Wami druga odsłona naszych przedślubnych perypetii (ale nie będzie tak źle!).

Ostatnio podzieliłam się z Wami moimi przemyśleniami na temat związków i randkowania. Kiedy zaczęliśmy spotykać się z Mariuszem oboje mieliśmy po 22 lata. Oboje już pracowaliśmy i jednocześnie kończyliśmy studia. Tak jak wspominałam, było mi dobrze samej. A kiedy stało się jasne, że Mariusz jest mną zainteresowany, musiałam zastanowić się, czy chcę wyjść temu naprzeciw. To bardzo ważne, żeby być szczerą i uczciwą wobec chłopaka. Oni tylko z pozoru są tacy twardzi😉.

Dlatego modliłam się usilnie i prosiłam Boga, żeby dał mi jakąś wskazówkę. Wiecie, nie sztuką jest mieć chłopaka. Nie chodzi o zakochanie, motyle w brzuchu i planowanie ślubu. Chodzi o całe nasze życie. Dlatego pytałam się Boga o to, czy angażować się dalej w tę relację, jeszcze zanim na dobre się zakochałam. Później okazało się, że w tym czasie Mariusz modlił się dokładnie o to samo. Czuliśmy, że Bóg nas zachęcał i dawał pokój w tym temacie.

A kiedy Mariusz oficjalnie dołączył do naszej wspólnoty poczułam, że mogę mu bardziej zaufać. Bardzo zależało mi na tym, żebyśmy mieli miejsce, w którym moglibyśmy wzrastać i czerpać pokarm duchowy. A jako że Mariusz nie należał do żadnej wspólnoty, zdecydował się na dołączenie do mojej.

Tik, tak, tik, tak…

Oboje potrzebowaliśmy czasu i wzrostu duchowego. Dlatego w początkowej fazie relacji staraliśmy po prostu poznać się lepiej a jednocześnie rozwijać nasze życie duchowe. Pamiętam, że nawet poprosiłam Mariusza o to, żeby jeszcze nie kupował mi kwiatów, ponieważ nie chciałam zbyt szybko się angażować. Czy się bałam? Nie, chroniłam samą siebie i swoje serce. Ale tak, musiałam walczyć z wątpliwościami, które przychodziły mi do głowy. Najtrudniejsze dla mnie było to, że tak naprawdę do ostatniej chwili przed ślubem wszystko mogło się zmienić. Musiałam to zaakceptować. Przyjaciółki, z którymi wtedy mieszkałam na pewno Wam potwierdzą, że przeżyłam mnóstwo rozterek emocjonalnych w tym temacie.

Ty druha we mnie masz!

Zdecydowaliśmy się, że jako para chcemy dać prawo najbliższym i najbardziej zaufanym osobom do tego, by prowadzili naszą relację. Co to oznaczało w praktyce? Mogliśmy, ale nie chcieliśmy wejść w narzeczeństwo bez ich błogosławieństwa. Oni byli zdecydowanie bardziej obiektywni od nas. Znali nas i chcieli dla nas dobrze. Mieli też głęboką relację z Bogiem i dlatego wiedzieliśmy, że mogliśmy im zaufać. Każde z nas miało osobne spotkania formacyjne. Ja z grupką wierzących kobiet, Mariusz z innym wierzącym i bardziej doświadczonym mężczyzną. Regularnie mieli swoje spotkania. Czasem nawet lecieli wspólnie za granicę na urlop, by spędzić wspólnie czas, porozmawiać o męskich sprawach i po prostu odpocząć. Tata Mariusza zginął w wypadku, kiedy on miał cztery lata, dlatego ta relacja ze starszym w wierze mężczyzną była (i wciąż jest!) bezcenna. W narzeczeństwie spotykaliśmy się z innymi małżeństwami i już w bardzo ukierunkowany sposób przygotowywaliśmy się do małżeństwa.
Wiecie, każdy nam bardzo kibicował! Nie czuliśmy żadnej kontroli, czuliśmy bezpieczeństwo, którego najbardziej ja potrzebowałam (jako kobieta).

Gdzie te fajerwerki?

Jednak minęły dwa lata naszego wzajemnego poznawania się a teoretycznie nic się nie zmieniało. To znaczyło tyle, że wciąż nie miałam pierścionka na palcu! A emocje sięgały zenitu. Zaczęłam się niecierpliwić. Czułam, że nasza relacja, choć wspaniała i piękna, jest dla mnie równocześnie bardzo dużym ciężarem. Mariusz wciąż mieszkał w Toruniu a ja w Warszawie. Widywaliśmy się co kilka tygodni. Coraz bardziej chciałam małżeństwa, naszego wspólnego życia razem i tej pięknej codzienności. A tu nic…

Ku mojemu „rozczarowaniu” czułam, że Bóg wciąż mówił do nas, byśmy jeszcze zaczekali. Zaczęłam się obawiać, że się nigdy nie doczekam (tak, teraz mnie to bawi😊).

I wtedy przyszedł nasz pierwszy poważny kryzys. Byłam niemal pewna, że nasza relacja się skończy. Nie czułam już nic, może poza frustracją. A jednocześnie tak bardzo mi zależało… Kryzys pojawił się na tle światopoglądowym. W pewnej kwestii mieliśmy zupełnie odmienne zdanie a każde z nas było przekonane, że nie może zmienić nastawienia. Świadomie dążyliśmy do małżeństwa i wiedzieliśmy, że we wspólnym życiu różnica zdań w tamtym temacie mogłaby być nie do przejścia. Modląc się, wiedziałam że nie mogę zmienić zdania. Mariusz czuł to samo. I byliśmy w kropce. Nie widziałam już drogi wyjścia. Byłam gotowa zerwać. Jednak na samą myśl czułam panikę, strach i drżenie. Przyszłam z tym wszystkim do Boga. I On pokazał mi, że musiał dopuścić do tej sytuacji. Kaju, to Ja mam być Twoją pierwszą miłością. Twoje życie zależy ode Mnie, nie od mężczyzny. Czy byłabyś gotowa dla Mnie zrezygnować z tej relacji? Klęczałam na podłodze i płakałam. Na szczęście byłam sama w mieszkaniu. Bo to był gorzki i donośny płacz.  Musiałam przyznać Bogu rację. Tak bardzo skupiłam się na Mariuszu, na tym żeby nasza relacja rozwijała się, że zaczęłam w nim pokładać swoje poczucie wartości i szczęścia. Szczerze przeprosiłam Boga. A On pokazał mi werset:

I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

(Rz 8, 38-39) 

To mi wystarczyło. Wiedziałam, że ponad wszystko Boża miłość i relacja z Nim zaspokoją wszystkie moje potrzeby. Byłam gotowa zrezygnować z tej relacji. Wiecie, chodzi tutaj o takie subtelne, ale bardzo istotne przemiany naszego serca. I kiedy tak się modliłam i po prostu uwielbiałam Boga, nagle do mojego serca przyszedł tak wielki spokój! Strach momentalnie ustąpił. Poczułam, że skoro świadomie zaprosiliśmy Boga do naszej relacji, to i On ją kontroluje. I że mogę czuć się bezpiecznie, cokolwiek miałoby się wydarzyć. Tak, z Boża pomocą doszliśmy do porozumienia. A werset z Rz 8, 38-39 znalazł się w jednym z czytań na naszym ślubie. To była dla mnie symboliczna deklaracja tego, że również i w małżeństwie Bóg będzie miał w moim sercu pierwsze miejsce.

A w praktyce?

Jako że żyliśmy w relacji na odległość bardzo dużo ze sobą pisaliśmy i rozmawialiśmy przez telefon. Mariusz przyjeżdżał do Warszawy i razem uczestniczyliśmy w spotkaniach wspólnoty, staraliśmy się spędzać jak najwięcej czasu w gronie przyjaciół. Mariusz przez pewien czas spotykał się nawet z moim tatą i wspólnie czytali Pismo Święte. Bardzo często przyjeżdżaliśmy razem do mojego rodzinnego domu. Powoli mój tata oswajał się z myślą, że w końcu będzie musiał oddać swoją najstarszą Córeczkę w ręce innego mężczyzny.

W końcu nadszedł ten dzień, kiedy Mariusz poprosił mnie o rękę. Byliśmy na letnim obozie z naszą wspólnotą. To był ten sam obóz, na który Mariusz przyjechał 3 lata wcześniej po raz pierwszy. Poszliśmy na spacer nad jezioro. Mój przyszły mąż miał wtedy w plecaku kwiaty i pierścionek. Kilka dni wcześniej poprosił tatę o moją rękę. Szczegół, że na stacji benzynowej przy kubku kawy (ale tacy już są faceci, liczy się treść a nie forma). Byłam taka szczęśliwa!

Nasze narzeczeństwo nie było usłane różami, jednak unosiliśmy się nad ziemią. Na dwa miesiące przed ślubem ogłoszono pandemię. Wesele odwołane,  zaczęłam bardzo chorować (nie z tego powodu😉). Pojawił się kolejny kryzys w naszej relacji. Na miesiąc przed datą ślubu w ogóle nie wiedziałam, czy ceremonia się odbędzie. Jednak Bóg pozostał wierny i pomógł nam zwycięsko przejść również i przez tę sytuację.

Czy warto czekać?

Wierzę, że Bóg nie kazał nam czekać zbyt długo, choć momentami było to dla mnie ekstremalnie trudne. Teraz jednak zbieramy owoce naszej wytrwałości. Nasza relacja pogłębia się z każdym dniem. Mamy bardzo silny fundament zbudowany na Bogu i wspólnych wartościach. Tak, doświadczaliśmy wiele pokus w dziedzinie zachowania czystości, co było zupełnie normalne przed ślubem. Celowo unikaliśmy niektórych sytuacji, by niepotrzebnie nie wystawiać się na próbę. Czystość jest wielkim skarbem, który wróg będzie starał Ci się wykraść. Ale nie bójmy się tego – Bóg jest większy! Nie chciałam polegać na własnych siłach, dlatego zdecydowałam, że jeśli będę doświadczać wyzwań w dziedzinie zachowania czystości ciała, umysłu i serca, od razu zwrócę się o pomoc do wierzącej przyjaciółki a zarazem mężatki z wieloletnim stażem. Wymagało to pokory, jednak chciałam być przed kimś zupełnie otwarta. Zachowanie czystości   okazało się być wielkim błogosławieństwem, z którego czerpiemy do dziś. Mariusz jest jedynym mężczyzną, którego pocałowałam i jest to dla mnie tak piękne. Zawsze chciałam zostawić jak najwięcej pierwszych razy dla miłości mojego życia.

Z perspektywy czasu widzę, że nasza relacja nie rozwijała się w spektakularny, niespodziewany sposób. Potrzebowała czasu, by dojrzeć. Potrzebowała wichrów, gradobicia, ulewy. Jednak nawet po największej burzy wkrótce pojawia się słońce…

fot. Jakub Grabowski

Może zainteresuje Cię również:

Biblia
Justyna Połom

Strach mną nie kieruje, presja nie zniechęca

Ostatecznym celem życia chrześcijanina nie jest szczęśliwe i długie życie tu na ziemi, ale wieczność w niebie. Mam wrażenie, że za rzadko uświadamiamy sobie fakt, że nasza ojczyzna nie jest tu na ziemi, ale w niebie. A to diametralnie zmienia perspektywę. Chciałabym, abyśmy wspólnie przyjrzeli się, jak ta perspektywa powinna wpływać na nas samych – naszą tożsamość i nasze powołanie.

Czytaj całość »
Biblia
Justyna Połom

Świętość na co dzień

Znamy historie Bożych kobiet i mężczyzn uważanych za świętych. Kiedy spojrzymy na ich życiorysy, zauważymy, że nie byli bez skazy – np. św. Piotr zaparł się Jezusa. Wszyscy oni uznani zostali za świętych, dopiero po swojej śmierci. Dlatego mogą zdziwić nas wersety w Biblii, które mówią, że nie tylko członkowie kościoła triumfującego (już w niebie) są święci – tu na ziemi Bóg NAS także takimi widzi. Jak to możliwe?

Czytaj całość »

Jesteś super!

Dziękujemy za zapis!
Proszę podaj tablet następnej osobie.